Jedno okno, wyłączone światło sufitowe i pięć ujęć, których naprawdę szuka kupujący. Sesja sześciu produktów w dwie godziny, bez lampy i bez studia.
Sailo team10 min czytania
„Robię zdjęcia wieczorem, po pracy, w kuchni. I potem sama nie chcę tego kupić."
Potrzebujesz okna, wyłączonego światła pod sufitem i telefonu opartego o coś stabilnego. Nie lampy, nie softboxa, nie aparatu. Światło dzienne padające z boku jest jedynym oświetleniem, które robi dobre zdjęcie produktowe telefonem, a wszystko, co dodasz, zwykle je psuje.
Ola sprzedaje biżuterię we Wrocławiu, kolczyki od 89 zł, naszyjniki do 240 zł. Sześć produktów, około trzydziestu zdjęć, dwie godziny w sobotę rano przy oknie w kuchni. Tyle wystarczyło, żeby jej oferta przestała wyglądać jak ogłoszenie, a zaczęła wyglądać jak sklep. Sprzęt: telefon, który już miała, i arkusz białego brystolu za kilka złotych.
Zanim zaczniesz, jedna rzecz o polskim kalendarzu. Od listopada do lutego użytecznego światła masz kilka godzin w środku dnia, i to zwykle w godzinach pracy. Sesja zdjęciowa w tych miesiącach to sobota przed południem, wpisana do kalendarza jak każdy inny obowiązek. W czerwcu możesz fotografować o dwudziestej.
Postaw produkt na blacie blisko okna, ale nie w oknie. Stań tak, żeby światło szło w poprzek przedmiotu, a nie od twoich pleców. Światło z boku pokazuje fakturę, ziarno drewna, splot tkaniny i połysk metalu. Światło zza pleców spłaszcza wszystko i dodaje twój cień.
Najlepszy dzień na zdjęcia to dzień pochmurny. Chmury działają jak dyfuzor rozciągnięty na całe niebo, a cienie robią się miękkie. Bezpośrednie słońce w oknie daje cienie o krawędziach jak brzytwa i wypala biel do papieru bez szczegółu. Jeśli słońce świeci prosto w okno, zawieś w nim białą firankę albo prześcieradło i po sprawie.
Po przeciwnej stronie produktu postaw coś białego, arkusz papieru albo kawałek styropianu. Odbije trochę światła w cień i wyrówna zdjęcie. To jest cały „drugi reflektor", jakiego potrzebujesz, i kosztuje tyle, co kartka.
Mieszane światło jest najczęstszą przyczyną tego, że domowe zdjęcie wygląda na domowe. Ciepła żarówka nad stołem plus chłodne światło dzienne z okna dają obraz, w którym połowa produktu jest żółta, a połowa niebieska, i żaden suwak tego nie naprawi, bo balans bieli jest jeden na całe zdjęcie.
Wyłącz wszystko. Zostaw okno. Jeśli w kuchni zrobi się ciemno, to znaczy, że fotografujesz o złej porze, a nie że potrzebujesz lampy.
Lampa błyskowa w telefonie nie ma zastosowania w fotografii produktowej. Nigdy. Daje płaski, twardy błysk z tego samego kierunku co obiektyw i odbija się od każdej gładkiej powierzchni.
Dwie rzeczy, które poprawiają ostrość bardziej niż jakikolwiek tryb w aparacie.
Przetrzyj obiektyw rogiem koszulki. Połowa miękkich, mglistych zdjęć to nie drżąca ręka, tylko tłuszcz z palca, którym odblokowujesz telefon dwieście razy dziennie. Sprawdź to raz na własnym zdjęciu sprzed i po, a już nigdy nie zapomnisz.
Odłóż telefon na coś. Stos książek, pudełko, cokolwiek na wysokości produktu. Potem włącz samowyzwalacz na trzy sekundy, żeby dotknięcie ekranu nie poruszyło kadru. Trzymanie telefonu w ręku przy słabym świetle to najkrótsza droga do zdjęcia, które wygląda ostro na ekranie telefonu i miękko na komputerze kupującego.
Trzy rzeczy, których nie rób: nie używaj zoomu, bo w telefonie to zwykłe przycięcie kadru, tylko podejdź bliżej. Nie używaj trybu portretowego do produktu, bo sztuczne rozmycie zjada krawędzie i uszy kolczyków. Nie fotografuj z góry pod kątem, który dodaje twojego cienia.
Nie dwadzieścia. Pięć, zawsze te same, przy każdym produkcie.
Ujęcie trzecie i czwarte to te, które nowi sprzedawcy pomijają, i dokładnie te, o które kupujący dopytują w wiadomościach. Każde takie pytanie to kilkanaście minut twojego czasu i szansa, że rozmowa się urwie.
Arkusz białego brystolu formatu A2 kosztuje kilka złotych i wystarczy na rok. Wygnij go łagodnym łukiem od blatu do ściany, żeby nie było widać linii styku. Tyle.
Alternatywy, które działają: jasna ściana, deska, kawałek surowego lnu, szara płytka. Alternatywy, które nie działają: obrus we wzory, blat z wyraźnym połyskiem odbijającym sufit, dywan, parapet z kwiatkami w tle.
Jedna zasada ważniejsza od wyboru tła: trzymaj to samo tło we wszystkich produktach. Katalog, w którym każde zdjęcie ma inne tło, wygląda jak zbiór ogłoszeń. Katalog z jednym tłem wygląda jak sklep, a to jest różnica, którą kupujący czuje, nie umiejąc jej nazwać.
Błyszczące. Srebro, szkło, lakier, ekrany. Odbijają wszystko, łącznie z tobą. Rozwiązanie: przesuń się w bok zamiast fotografować z góry, zwiększ odległość między produktem a źródłem światła i sprawdź kadr pod kątem własnego odbicia, zanim naciśniesz spust.
Czarne. Telefon domyślnie rozjaśnia ciemny kadr i zamienia czerń w brudną szarość. Dotknij ekranu na produkcie, a potem ręcznie ściągnij ekspozycję w dół. Czarny ma być czarny, a nie szary z szumem.
Ubrania. Na wieszaku wyglądają jak w komisie. Połóż płasko na jasnym tle albo pokaż na kimś. Trzecia opcja, jeśli nie masz kogo poprosić: wypełnij rzecz papierem, żeby trzymała kształt.
Jedzenie i kosmetyki w słoiku. Fotografuj z boku, pod kątem około czterdziestu pięciu stopni, i pokaż zawartość, nie samą etykietę. Zamknięty słoik to zdjęcie opakowania, a kupujący chce zobaczyć, co jest w środku.
Rolki i TikTok znajdują ludzi, ale zakup dzieje się gdzie indziej. To znaczy, że wideo ma jedno zadanie: zatrzymać kciuk i pokazać rzecz w ruchu, a nie sprzedać.
Nagraj to samo, co fotografujesz, przy tym samym oknie. Dziesięć sekund, pionowo, telefon oparty o stos książek, dłonie w kadrze. Rzecz obracana, otwierana, zakładana. Bez muzyki dobranej na siłę i bez napisów zasłaniających produkt.
Jedna wskazówka, która działa: nagraj pakowanie zamówienia. Ludzie oglądają to do końca, a przy okazji widzą, jak dbasz o towar, co przekłada się na zaufanie szybciej niż jakikolwiek opis. Link do oferty daj w opisie i w bio, bo w samym wideo nikt ceny nie zapamięta.
Jeden e-mail o cenach, zdjęciach, dostawie i o tym, jak dostać pieniądze. Bez reklamy i bez waty.
To nie są te same zdjęcia i wysyłanie wszędzie tego samego kompletu kosztuje cię sprzedaż.
Allegro. Zdjęcie główne ma swoje wymagania techniczne i one się zmieniają, więc otwórz aktualne zasady Allegro dla swojej kategorii, zanim wystawisz sto ofert. Ogólny kierunek jest stały: czyste, jasne tło, produkt w centrum, bez napisów i ramek.
Vinted. Tam kupujący ocenia stan rzeczy, nie estetykę kadru. Metka, wada, rzecz na sobie i uczciwe światło robią więcej niż wystudiowana kompozycja. Zdjęcie zbyt ładne bywa tam podejrzane.
Twój własny link i Instagram. Tu masz największą swobodę i największą odpowiedzialność, bo nikt nie sprawdza za ciebie. Pierwsze zdjęcie w kadrze kwadratowym, bo miniatury zwykle przycinają do kwadratu i połowa twojej kompozycji znika.
Edycja w telefonie, w tej kolejności: jasność, kontrast, ciepło. Trzy suwaki, po kilka procent każdy, i przestań.
Czwarty suwak, którego nie ruszaj, to nasycenie. Podkręcony kolor sprzedaje raz i wraca raz. Kupujący, który dostał róż o dwa tony bledszy niż na zdjęciu, wysyła paczkę z powrotem, a ty płacisz za etykietę w obie strony i tracisz towar na tydzień. Ile dokładnie kosztuje jeden taki zwrot, rozpisałem w tekście o tym, jak liczyć koszty wysyłki.
Dwie rzeczy techniczne, które oszczędzą ci wieczoru. Sprawdź, w jakim formacie zapisuje twój telefon, bo część urządzeń zapisuje HEIC, a nie wszystkie miejsca to przyjmują. I nie wgrywaj zdjęć w pełnej rozdzielczości wszędzie tam, gdzie strona i tak je zmniejszy, bo osiągniesz tylko wolniejsze ładowanie na telefonie kupującego z dwiema kreskami zasięgu.
To jest zastosowanie, o którym nikt nie mówi w poradnikach o fotografii, a które zwraca się przy pierwszym problemie.
Zanim zakleisz karton, zrób trzy zdjęcia: towar w opakowaniu, zaklejona paczka z widoczną etykietą i potwierdzenie nadania. Zawsze w tej samej kolejności, zawsze telefonem, trzydzieści sekund.
Gdy przesyłka dojedzie uszkodzona albo zaginie, twoja reklamacja u przewoźnika opiera się na dokumentach, a nie na opowieści. Te trzy zdjęcia są dokumentem. Więcej o tym, co się psuje po drodze i kto to zgłasza, jest w porównaniu paczkomatu i kuriera.
Ola miała czterdzieści produktów i zdjęcia wszystkich czterdziestu, robione przez rok, w różnych miejscach, o różnych porach. Katalog wyglądał jak folder ze zdjęciami z telefonu, bo nim był.
Przestawiła to w jedną sobotę i nie zrobiła wszystkiego naraz.
Wybrała sześć produktów, które sprzedają się najczęściej. Nie czterdzieści. Sześć. Ustawiła brystol na blacie w kuchni, okno po lewej, telefon oparty o stos książek, samowyzwalacz na trzy sekundy, światło pod sufitem wyłączone.
Pierwsza godzina poszła na dwa produkty, bo uczyła się ustawienia. Druga godzina wystarczyła na cztery pozostałe. Trzydzieści jeden zdjęć, z czego użyła dwudziestu ośmiu, po pięć na produkt plus trzy zapasowe.
Trzy rzeczy, które zauważyła dopiero na zdjęciach. Kolczyki miały odciski palców widoczne w zbliżeniu, więc od tamtej pory przeciera je szmatką przed każdym ujęciem. Srebro odbijało jej własną sylwetkę, więc zaczęła fotografować z boku, a nie z góry. I najważniejsze: bez ujęcia ze skalą przy jednym modelu naszyjnika dostawała to samo pytanie w wiadomościach mniej więcej co drugie zamówienie. Po dodaniu zdjęcia z monetą pytanie zniknęło.
Nie sprzedała nagle dwa razy więcej. Sprzedała tym samym ludziom szybciej, bo mniej z nich musiało pisać, żeby się upewnić.
Sześć produktów po pięć zdjęć poprowadzi twoją sprzedaż przez rok. Nie potrzebujesz trzydziestu ujęć jednej świecy i nie potrzebujesz sesji z modelką.
Wracasz do aparatu w trzech sytuacjach: masz nowy produkt, zmieniłeś opakowanie, albo dostajesz to samo pytanie w wiadomościach trzeci raz. To trzecie jest najlepszym sygnałem, jaki dostaniesz, bo kupujący mówi ci wtedy dokładnie, którego zdjęcia brakuje.
Sześć linijek na kartce, sprawdzane przed każdą sesją. Ola ma je przyklejone do szafki nad blatem i mówi, że to jedyna rzecz, która sprawiła, że przestała powtarzać te same błędy co miesiąc.
Piąty i szósty punkt są tymi, które robią z zestawu zdjęć katalog. Reszta tylko sprawia, że każde pojedyncze zdjęcie jest ostre.
Zdjęcia trafiają na stronę produktu pod twoim linkiem, sailo.store/twojanazwa, razem z ceną i przyciskiem zamówienia. Kupujący widzi je bez logowania i bez instalowania czegokolwiek.
Opinie o produktach działają na każdym planie: kupujący zostawia imię, ocenę od 1 do 5 i opcjonalny tekst, a nic nie pojawia się publicznie, dopóki tego nie zatwierdzisz. Zdjęcie plus zatwierdzona opinia robią razem więcej niż każde z osobna, zwłaszcza przy pierwszych zamówieniach od obcych ludzi. Jak je zdobyć, opisuje tekst o pierwszych zamówieniach.
Plan darmowy mieści 10 produktów. Jeśli po sobotniej sesji masz sześćdziesiąt rzeczy do wystawienia, potrzebujesz planu Pro za 19 USD miesięcznie, który daje 100 produktów. To jest realne ograniczenie i lepiej je znać przed sesją niż po niej.
Nie ma aplikacji. Zdjęcia wgrywasz przez przeglądarkę, także na telefonie, i to działa, ale nie jest tym samym co natywna aplikacja z galerią.
I rzecz najważniejsza: dobre zdjęcia nie przyprowadzą ci ludzi. Poprawiają odsetek osób, które kupią, gdy już zobaczą ofertę. Jeśli twoją ofertę widzi w tygodniu dwanaście osób, to najlepsze zdjęcia w Polsce zamienią jedno zamówienie w dwa, a nie w dwadzieścia.
Sprawdź prognozę. Chcesz pochmurnego przedpołudnia, a nie pełnego słońca.
Kup arkusz białego brystolu i przetrzyj obiektyw. Wybierz sześć produktów, nie więcej, i zrób przy każdym te same pięć ujęć w tej samej kolejności.
Wieczorem wystaw je z ceną w jednym miejscu. Jak poskładać z tego całą sprzedaż bez sklepu internetowego, opisuje tekst o tym, jak sprzedawać online bez własnej strony.
Napisał
Sailo team
Jeden link, cały twój sklep.
Jeden e-mail o cenach, zdjęciach, dostawie i o tym, jak dostać pieniądze. Bez reklamy i bez waty.
Sailo daje temu tylko drzwi frontowe — żeby ludzie mogli przejrzeć, porównać i zobaczyć ceny, zanim do ciebie napiszą.
Odbierz swój linkBezpłatnie w wersji beta · Bez karty