Cztery rzeczy, bez których sprzedaż nie działa, i czym je w Polsce zastąpić, kiedy nie masz sklepu internetowego ani budżetu na jego zrobienie.
Sailo team12 min czytania
„Mam czterdzieści rzeczy do sprzedania, konto na Instagramie i kompletnie nie wiem, gdzie ci ludzie mają zapłacić."
Nie potrzebujesz strony. Potrzebujesz czterech rzeczy: miejsca, w którym kupujący widzi, co sprzedajesz i za ile, sposobu na przyjęcie zamówienia na piśmie razem z adresem, sposobu na przyjęcie pieniędzy i sposobu na nadanie paczki. Sklep internetowy jest jedną z możliwych odpowiedzi na pierwszy punkt. Na pozostałe trzy nie odpowiada wcale.
To jest cała odpowiedź. Reszta tekstu to szczegóły, które decydują, czy po trzech miesiącach będziesz mieć firmę, czy folder ze zrzutami ekranu z rozmów.
Jedna liczba na start, bo zwykle to ona blokuje pierwszy ruch. Na 6 sierpnia 2026 limit kwartalnych przychodów dla działalności nierejestrowanej wynosi 10 813,50 zł, czyli 225% minimalnego wynagrodzenia, tak podaje biznes.gov.pl. Ta kwota rusza się razem z płacą minimalną i jest liczona kwartalnie, więc sprawdź ją sam na biznes.gov.pl, zanim cokolwiek na niej oprzesz. Ja podaję ci tylko kształt przepisu, nie interpretację twojej sytuacji.
Rozpisz sobie każdą z nich na kartce. Serio, na kartce, bo to zajmuje dziesięć minut i oszczędza dwa tygodnie.
Katalog. Zdjęcie, nazwa, cena, dostępność. Kupujący ma zobaczyć cenę bez pisania do ciebie. Cena schowana za „napisz na priv" kosztuje cię większość osób, które chciały kupić, ale nie chciały rozmawiać.
Zamówienie. Kto, co, w jakim wariancie, ile sztuk, gdzie wysłać, jak płaci. Sześć pól. Jeśli którekolwiek zbierasz osobno w rozmowie, to nie masz zamówienia, tylko wątek.
Płatność. Przelew, BLIK, karta albo pobranie. Każde z nich ma inny moment, w którym pieniądze naprawdę są u ciebie, i to ten moment, a nie deklaracja kupującego, decyduje, kiedy pakujesz.
Wysyłka. Etykieta, opakowanie, punkt nadania i numer do śledzenia wysłany kupującemu bez proszenia.
Strona internetowa robi za pierwszy punkt i trochę za drugi. Za trzeci i czwarty nie robi nic. Dlatego zaczynanie od strony jest tak częstym błędem: wydajesz pieniądze i sześć tygodni na tę część układanki, która jest najłatwiejsza do zastąpienia.
To jest różnica, która przesądza o pierwszym kwartale. Na jednych platformach ludzie mają otwarty portfel i wpisują nazwę produktu. Na innych zabijają czas.
| Kanał | Czy ktoś tam szuka twojego produktu | Kto płaci prowizję | Czyj jest klient | Ile pracy na start |
|---|---|---|---|---|
| Allegro | Tak, z konkretną intencją zakupową | Sprzedawca, stawka zależy od kategorii | Allegro | Dużo: oferty, zdjęcia, wysyłka, zwroty |
| Vinted | Tak, ale głównie po rzeczy używane i tanio | Kupujący, w opłacie za Ochronę Kupujących | Vinted | Mało |
| OLX i grupy lokalne | Tak, lokalnie i konkretnie | Zależy od formatu ogłoszenia | Nikogo, kontakt jest bezpośredni | Mało |
| Instagram i TikTok | Nie, ludzie tam oglądają | Nikt | Twój | Dużo i bez końca |
| Twój własny link | Nie, ruch przyprowadzasz sam | Zależy od metody płatności | Twój | Średnio |
Ostatnia kolumna jest tą, którą wszyscy czytają, i najmniej ważną. Ważna jest druga. Jeśli nikt na danym kanale nie szuka tego, co sprzedajesz, to nie sprzedajesz, tylko publikujesz.
Allegro przynosi ruch, którego sam nie zbudujesz przez rok. Płacisz za to prowizją od sprzedaży i tym, że kupujący zapamiętuje Allegro, nie ciebie. Stawki różnią się między kategoriami i zmieniają się, więc otwórz aktualny cennik Allegro dla swojej kategorii i policz na własnej marży, zamiast wierzyć w liczbę usłyszaną w grupie.
Jest jeszcze druga rzecz, o której nowi sprzedawcy dowiadują się za późno. Allegro Smart! nauczyło polskiego kupującego, że dostawa do paczkomatu powyżej pewnej kwoty jest darmowa. Ten nawyk idzie z nim wszędzie, także na twój własny sklep, gdzie nikt za tę dostawę nie zapłaci poza tobą.
Vinted zabiera ci uwagę kupujących nawet wtedy, kiedy nie sprzedajesz ubrań, bo przyzwyczaiło ludzi do jednego układu: cena, wysyłka do paczkomatu, klik. Sprzedawca nie płaci prowizji od sprzedaży, koszty ponosi kupujący w opłacie za Ochronę Kupujących i w wysyłce. Wysokość tej opłaty Vinted ustala i zmienia, więc sprawdź ją w centrum pomocy Vinted, a nie w cudzym poście sprzed dwóch lat.
Vinted jest dobrym miejscem na pierwsze dziesięć transakcji i złym miejscem na budowanie marki. Klient kupuje przedmiot, nie ciebie, i nie ma jak wrócić.
Krótkie wideo znajduje ludzi, ale zakup dzieje się gdzie indziej. To nie jest wada, tylko podział ról, i jeśli go zaakceptujesz, przestaniesz się złościć na zasięgi. Instagram ma pokazać rzecz i zbudować zaufanie. Zamówienie ma trafić w miejsce, gdzie jest cena, wariant i adres.
Lokalne grupy na Facebooku, zwłaszcza w mniejszych miastach, są niedoceniane. Tam ludzie piszą „szukam kogoś, kto zrobi" i to jest dokładnie ta intencja, na której zarabiasz.
Jeden adres, pod którym są wszystkie produkty, ceny i przycisk zamówienia. Wklejasz go w bio, w opis rolki, w wiadomość, na wizytówkę. Nie przynosi ruchu sam z siebie. Za to nikomu nie oddaje ani prowizji, ani klienta.
Najzdrowszy układ dla większości małych sprzedawców to nie „albo, albo", tylko dwa kanały: jeden, który już ma kupujących, i jeden, który jest twój. Jak zdobyć pierwsze zamówienia rozpisuje, w jakiej kolejności je odpalać, żeby nie robić dwóch rzeczy naraz źle.
Najczęstsza strata pieniędzy u początkującego sprzedawcy nie jest oszustwem. Jest bałaganem.
Rozmowa wygląda tak: ktoś pyta o cenę, ty odpisujesz, on pyta o kolor, ty odpisujesz, on pisze „biorę", ty pytasz o adres, on wysyła adres bez numeru mieszkania, ty pytasz o telefon, on odpisuje po dwóch dniach, w międzyczasie ktoś inny kupił ostatnią sztukę. Trzy dni, dwanaście wiadomości, zero pieniędzy.
Zamówienie ma zawierać sześć pól i ma przyjść w jednym kawałku:
Jeśli sprzedajesz przez wiadomości, przygotuj jedną gotową wiadomość z tymi sześcioma polami i wysyłaj ją zawsze, gdy padnie „biorę". Wklej ją do notatek w telefonie. Ludzie ją wypełniają, bo widzą, że to formalność, a nie przesłuchanie.
Jeden e-mail o cenach, zdjęciach, dostawie i o tym, jak dostać pieniądze. Bez reklamy i bez waty.
Przelew jest w Polsce domyślny i zostanie domyślny. Kupujący go zna, nie boi się go, a ty nie płacisz od niego prowizji nikomu.
Ma jedną właściwość, którą trzeba znać: zwykły przelew między różnymi bankami nie jest natychmiastowy. Rozliczenia idą sesjami systemu Elixir, trzy razy w każdy dzień roboczy, i KIR nie pracuje w weekendy ani w dni ustawowo wolne. Przelew wysłany w piątek wieczorem trafia na twoje konto w poniedziałek. Jeśli tego nie napiszesz w opisie wysyłki, kupujący uzna, że to ty zwlekasz.
BLIK to pierwsza rzecz, o którą pyta młodszy kupujący, i trzeba powiedzieć jasno: to jest osobna szyna płatnicza, której nie da się „włączyć" w byle narzędziu. Sailo jej nie ma. Nie ma też Przelewów24 ani PayU. Obejście, z którego korzystają sprzedawcy, polega na wpisaniu numeru telefonu do przelewów na telefon w polu z instrukcjami do przelewu i ręcznym potwierdzaniu wpłaty. To działa, ale to obejście, nie funkcja, i sam musisz sprawdzić w swoim banku, czy twoje konto może mieć zarejestrowany numer.
Pobranie jeszcze istnieje i powoli znika. Kosztuje więcej, przewoźnik trzyma twoje pieniądze przez kilka dni roboczych po doręczeniu, a odmowa odbioru zostawia cię z kosztem w obie strony i z towarem, który przez tydzień jeździł po Polsce. W kategoriach, gdzie kupujący ci nie ufa, pobranie nadal sprzedaje. Wszędzie indziej jest podatkiem od braku zaufania, który płacisz ty.
Szczegóły operacyjne, łącznie z tym, co robić, gdy przyjdzie 40 gr za mało, są w tekście o tym, jak przyjmować płatności przelewem.
Polski kupujący domyślnie chce paczkomatu. Nie dlatego, że jest tańszy dla ciebie, choć zwykle jest. Dlatego, że nie musi być w domu, nie musi rozmawiać z kurierem i nie musi brać wolnego na okno czasowe.
Skrytki mają trzy gabaryty, wszystkie o szerokości 38 cm i głębokości 64 cm, a różni je wysokość: A do 8 cm, B do 19 cm, C do 41 cm. Limit wagi to 25 kg i jest taki sam dla wszystkich trzech. To znaczy, że o twoim koszcie decyduje kształt kartonu, nie waga zawartości. Zanim wycenisz dostawę, sprawdź aktualne wymiary i cennik na inpost.pl, bo to jedyne źródło, które się liczy.
Kiedy kurier pod drzwi ma sens, a kiedy jest wyrzucaniem pieniędzy, rozkłada porównanie paczkomatu i kuriera. A jeśli podejrzewasz, że dopłacasz do własnych przesyłek, zacznij od tekstu o tym, jak liczyć koszty wysyłki, bo etykieta to zwykle mniej niż połowa rachunku.
Kupujący ocenia twoją ofertę w czasie krótszym niż przeczytanie tego zdania. Robi to na podstawie zdjęcia i ceny. Opis czyta dopiero wtedy, gdy pierwsze dwie rzeczy go zatrzymały.
Nie potrzebujesz aparatu. Potrzebujesz okna, wyłączonego światła sufitowego i telefonu opartego o coś stabilnego. Jak zrobić zdjęcia produktów telefonem przechodzi przez pięć ujęć, których szuka kupujący, i przez jeden nawyk, który poprawia ostrość bardziej niż jakikolwiek tryb w aparacie.
Marta robi świece w mieszkaniu na Wildzie. Jedna świeca 59 zł, zestaw dwóch 105 zł. Zaczęła od Instagrama, 900 obserwujących, głównie znajomi i znajomi znajomych.
Pierwszy miesiąc: 6 zamówień, wszystkie z DM-ów, każde zebrane w średnio dziewięciu wiadomościach. Dwa razy pomyliła adresy, raz wysłała paczkę do złego paczkomatu, bo kupująca podała nazwę ulicy zamiast kodu.
Co zmieniła, w tej kolejności. Najpierw zrobiła zdjęcia sześciu zapachów przy oknie w sobotę rano, dwie godziny na wszystko. Potem wystawiła je pod jednym linkiem z cenami i dwoma sposobami płatności: przelew i pobranie. Potem wkleiła link w bio i do każdej odpowiedzi w DM-ach zamiast wypisywania cen.
Drugi miesiąc: 19 zamówień. Nie dlatego, że miała większe zasięgi, bo miała dokładnie takie same. Dlatego, że przestała tracić ludzi między pytaniem o cenę a podaniem adresu. Średnio siedemnaście z dziewiętnastu zamówień przyszło kompletne za pierwszym razem.
Trzecia rzecz, którą zrobiła, jest tą, o której nikt nie mówi: przestała oferować pobranie każdemu. Zostawiła je tylko dla zamówień powyżej 150 zł, bo przy świecy za 59 zł koszt pobrania zjadał jej marżę, a jedna odmowa odbioru kasowała zysk z czterech zamówień.
Nie napiszę ci, czy musisz zarejestrować firmę, czy będziesz VAT-owcem i jak zaksięgować sprzedaż. To zależy od tego, co sprzedajesz, ile i komu, a błędna odpowiedź kosztuje realne pieniądze.
Trzy miejsca, w których znajdziesz odpowiedź na swój przypadek: biznes.gov.pl w części o działalności nierejestrowanej i o rejestracji w CEIDG, strona Krajowej Administracji Skarbowej w sprawach VAT i kasy fiskalnej, oraz księgowa, jeśli twoja sprzedaż przekracza kilkaset złotych miesięcznie. Godzina u księgowej kosztuje mniej niż jedna korekta.
Jedna rzecz jest niezależna od formy prawnej: kupujący będący konsumentem ma prawo odstąpienia od umowy zawartej na odległość, a ty masz obowiązek go o tym poinformować. Zajrzyj na uokik.gov.pl i napisz to w regulaminie, zanim pojawi się pierwszy zwrot, a nie po nim.
Sailo daje ci ten jeden link, z produktami, cenami i zamówieniem. Adres to sailo.store/twojanazwa i działa od razu po rejestracji.
Metody płatności, które da się włączyć, to dokładnie te: karta, WhatsApp, Telegram, Instagram, e-mail, telefon, przelew bankowy i pobranie. To pełna lista. Przy przelewie wpisujesz nazwę banku, nazwę odbiorcy, numer konta, IBAN, SWIFT/BIC oraz własne instrukcje tekstem, i to ty potwierdzasz, że pieniądze przyszły. Przy pobraniu masz pole na uwagi do doręczenia.
Na wszystkich metodach ręcznych Sailo nie bierze nic i nie dotyka pieniędzy. Przy karcie bierze 1–3% od wartości towaru po rabacie, bez dostawy i bez podatku, i ta stawka nie zmienia się wraz z planem. Karta wymaga konta Stripe zaakceptowanego do przyjmowania płatności. Stripe jest w Polsce dostępny, sprawdzone 6 sierpnia 2026 na stripe.com/global, ale ta lista się zmienia, więc sprawdź ją sam przed opłaceniem planu.
Plan darmowy to 10 produktów, 7 dni statystyk i wszystkie metody ręczne. Plan Pro to 19 USD miesięcznie, 100 produktów, rok statystyk, eksport do CSV i brak plakietki Sailo.
Opinie o produktach działają na każdym planie: kupujący zostawia imię, ocenę od 1 do 5 i opcjonalny tekst, a nic nie pojawia się publicznie, dopóki tego nie zatwierdzisz.
Nie ma BLIK-a. Nie ma Przelewów24 ani PayU. Jeśli twoja sprzedaż stoi na BLIK-u, to Sailo obsłuży katalog i zamówienie, a pieniądze nadal będą wpadać na twoje konto poza nim i to ty będziesz je odhaczać.
Sailo nie wie, że przelew przyszedł, bo nie jest podłączone do twojego banku. Wie o tym twój bank i tylko on.
Cennik jest w dolarach, więc twój realny koszt zależy od kursu i od przewalutowania w twoim banku. Przy planie Business to nie jest drobiazg, bo 49 USD miesięcznie musi się zwrócić z marży, a nie z nadziei. Przy dziesięciu zamówieniach miesięcznie po 59 zł karta jest wydatkiem, nie inwestycją.
Nie ma też aplikacji. Wszystko robisz w przeglądarce, także z telefonu.
W sobotę rano zrób zdjęcia sześciu produktów przy oknie. Nie sześćdziesięciu. Sześciu, tych, które sprzedają się najczęściej.
W sobotę po południu wypisz przy każdym cenę i jedno zdanie o tym, co to jest. Wystaw je w jednym miejscu z ceną widoczną bez pytania.
W niedzielę napisz jedną gotową wiadomość z sześcioma polami zamówienia i wklej ją do notatek w telefonie. Potem napisz do dwudziestu osób, które już cię znają, i podaj im link.
Nie zakładaj firmy w poniedziałek. Najpierw sprawdź, czy ktokolwiek kupi.
Napisał
Sailo team
Jeden link, cały twój sklep.
Jeden e-mail o cenach, zdjęciach, dostawie i o tym, jak dostać pieniądze. Bez reklamy i bez waty.
Sailo daje temu tylko drzwi frontowe — żeby ludzie mogli przejrzeć, porównać i zobaczyć ceny, zanim do ciebie napiszą.
Odbierz swój linkBezpłatnie w wersji beta · Bez karty